Rozwój kreatywności: siedem nawyków, które go hamują

Dlaczego nie chcę być lepsza od innych albo jaki sens widzę w kolorowaniu białej kartki?


Kolorowe i twórcze marzenia miałam od dziecka, np., żeby zostać projektantką mody.

Od trzeciej klasy szkoły podstawowej ćwiczyłam kaligrafię (wtedy nie znałam tej nazwy ani nawet sztuki), naśladując styl pisma z pięknie wypisanego dyplomu za udział w konkursie matematycznym...

Na studiach podyplomowych z projektowania graficznego jednym z zadań było stworzenie portfolio. Wtedy zrozumiałam, że nie mam za bardzo nic do zaprezentowania... Poza pisemnymi bazgrołami, które tworzyłam nieprzemyślanie i przy różnych okazjach.

To popchnęło mnie do wskoczenia w ocean internetu, aby znaleźć cokolwiek związanego z kaligrafią. Tak trafiłam na Kaligrafia.info, a następnie do szkoły kaligrafii w Krakowie, gdzie zapisałam się na pierwsze wolne warsztaty, a następnie na cały rok szkolny pisania.

Cieszę się z tego inspirującego splotu zdarzeń, ale dlaczego tak długo czekałam na dostrzeżenie własnej pasji? Jak doszłam do zrozumienia, że kreatywna praca i literkowe bazgroły nie są tylko wymysłem dziecięcej wyobraźni i sposobem na przetrwanie dłużących się zajęć?

1. Porównywanie się

W szkole nieraz miałam najlepsze wyniki zarówno w nauce jak i sporcie. Jednak co jakiś czas znalazł się ktoś "lepszy". Gdy tak się działo, otoczenie nie dowierzało, że mi się mniej powodzi, a ja nie potrafiłam się odnaleźć i traciłam motywację.

Długo pojmowałam, że porównywanie się z innymi jest po prostu niedobre. Sens widzę w przyglądaniu się własnym postępom i zadawaniu sobie pytań: Gdzie byłam wczoraj? Dokąd zmierzam dzisiaj? 

Gdy zaczynam za bardzo pędzić, może okazać się, że znów się porównuję: czuję się gorsza i chcę kogoś wyprzedzić. Wtedy przypominam sobie, że postęp to nie wyścig.

2. Wielkie projekty zamiast małych ćwiczeń

Podobno, żeby umieć robić coś dobrze, trzeba trzymać się trzech zasad:
1. Ćwiczyć.
2. Ćwiczyć.
3. Ćwiczyć.

Tak bardzo chciałam stworzyć coś wspaniałego, że nie marnowałam czasu na „pierdoły” typu ćwiczenia. Czekałam na „zadanie życia”.

W rzeczywistości nie miałam odwagi, aby coś zacząć i wytrwałości, żeby skończyć.

Dopiero z czasem zaczęłam doceniać małe kroki, np. wykonując te same czynności, podejmując wyzwania kaligraficzne, nie martwiąc się tym, że nie będzie to największe i najlepsze dzieło mojego życia, ale droga, która prowadzi mnie do większych rzeczy.

3. Wyzwania i wyzwania

Podejmowanie np. instagramowych wyzwań ma swój plus w tym, że rozwija, uczy wytrwałości, a także podsuwa temat, gdy nie ma się pomysłu na swoją twórczość. U mnie sprawdziło się to na początku rozwoju kaligraficznego, ale potem okazało się, że mam wiele własnych pomysłów.

W końcu wymyśliłam coś, co zaczęło sprawiać mi ogromną przyjemność, bo mogę łączyć ręczne pisanie z kolekcjonowaniem wartościowych cytatów.

Zdjęcie: Joanna Kosinska, Unsplash

4. Szkoda mi tej kredki…

Kupiłam kiedyś złotą kredkę. Mogła się przydać do różnych rzeczy… Ale przede wszystkim była w kolorze, który mi się podoba. Była taka ładna, że aż jej sobie żałowałam i... wcale nie używałam.

Podobnie oszczędzałam wiele innych rzeczy, aż przekonałam się, że niektóre pisaki wysychają, ubrania wychodzą z mody, a kosmetyki tracą termin przydatności.

Pewnego wieczora, gdy spotkałam się z przyjaciółką, postanowiłyśmy rozmawiać i malować. Wyciągnęłam wtedy swoją złotą kredkę i zaczęłam kolorować białą kartkę. Pod koniec spotkania okazało się, że narzędzie zużyłam chyba w połowie, a przede mną był złoty metr kwadratowy.

Przypominam sobie tę sytuację zawsze wtedy, gdy chęć ćwiczenia np. kaligrafii jest niweczona przez myśl o oszczędzaniu materiałów.

5. To nie jest dla mnie

Każdy może tworzyć coś pięknego, tylko nie ja. Każdy może zrobić z tego biznes, tylko nie ja. Każdy gdzieś, ale nie ja.

Przecież każdy inny od razu robi wszystko lepiej ode mnie.

Ten sposób myślenia zmienił się, gdy zaczęłam rozumieć, że nie chodzi (znowu) o porównywanie się, ale o moją własną drogę i satysfakcję. Nikt nie jest mną, a ja nie jestem... nikim. Każdy jest kimś i w dodatku kimś innym.

6. Po swojemu

O ile ciągle się przekonuję, że pewne rzeczy warto robić po swojemu i nie trzeba słuchać trendów i sztabu doradców, o tyle pewnych podstaw warto uczyć się od kogoś, kto naprawdę się na tym zna.

Na przykład kłóciłam się w głowie z brush letteringiem, bo mi się nie podobał. Jednak po jakimś czasie zrozumiałam, że są ładniejsze i brzydsze rodzaje tego stylu, a ja mogę się uczyć tych, które mi się podobają.

Znalazłam odpowiedni alfabet i próbowałam go przyswoić, składać jakieś podstawowe zasady… Ale działo się to za wolno. Mój czas jest cenny, a przyjęcie wiedzy przygotowanej przez kogoś w kursie (np. Poprawna-optymistka.pl) daje dużo większą satysfakcję, bo robię szybsze postępy i eliminuję pułapkę wyrobienia złych nawyków. 

Ta lekcja przypomina mi, że w pewnych kwestiach lepiej zaoszczędzić czas niż pieniądze.

7. Ja, sama

Izolowałam się od kaligraficznej społeczności, jakby ktoś miał mi coś zabrać. Czułam się gorsza od innych pasjonatów, a jednak próbowałam być lepsza. Miałam pokusę, aby udawać, że tylko ja znam się na tej dziedzinie, bo co będzie, jeśli wspomnę o kimś, kto bardziej spodoba się moim odbiorcom...

W końcu zrozumiałam w pełni podstawową rzecz: każdy jest inny. Dojrzałam do tego, aby sama gromadzić społeczność i dzielić się tym, co uważam za ciekawe (Pięknie Pisane, Kaligrafia - Jak? Kto? Co? Gdzie? Kiedy?), bez kompleksów polecając innych, a jednocześnie podziwiać ich, inspirować się i chwalić ciekawe pomysły. To daje mi o wiele więcej radości i pomaga otworzyć się na rozwój i działanie.


Czy jest coś, co jest hamulcem rozwoju Twojej pasji?
Monika - kaligrafuję i tworzę treści

Komentarze

  1. Bardzo się utożsamiam z Tobą po przeczytaniu tego wpisu - jako osoba wychowywana na ambitną perfekcjonistkę, borykałam się z tymi samymi problemami. Co jeśli ktoś będzie lepszy? Co inni sobie o mnie pomyślą, jak zrobię coś nieszablonowego? Kupiłam wspaniałe markery, ale szkoda mi ich na testowanie i próby. Kupiłam wspaniały kalendarz, ale jak mam go wypełniać, jak zaraz będę musiała kreślić? Perfekcjonizm może zabić najpiękniejsze pomysły i idee - szczególnie, gdy tak jak mówisz, myślimy głównie o górnolotnych projektach, a nie drobnych krokach i małych ćwiczeniach. Ja sporo teraz praktykuję uważności, próbuję dostrzegać zalety codziennych chwil i małych czynności i to dużo zmienia w myśleniu i podejściu do tworzenia, rozwoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zupełnie rozumiem tutaj kwestię perfekcjonizmu i obawy o wychodzenie poza "normalne" ramy i normy. To z markerami i kalendarzem, także znam dobrze... W związku z tym wszystkim życzę przede wszystkim dużo radości z przeżywania tych krótkich chwil i robienia małych rzeczy :) Bo, jak mówią "lepsze zrobione niż doskonałe". Zresztą - proszę spojrzeć na mój blog, jak wygląda obecnie. Surowo mogłabym ocenić, że jest niedopracowany, do końca nieprzemyślany i wstyd pokazywać go światu. Stwierdziłam jednak, że chcę, aby był. I jest - w procesie, tak jak ja. Będzie rósł i się rozwijał razem ze mną i nie będę się przejmować, że inni są dalej i wygląda to lepiej. A ogromną satysfakcję mam chociażby z tego jednego komentarza, kogoś z kim się nie znam, a już rozumiem :)

      Usuń

Prześlij komentarz