Trzydzieści pięć prezentów nie tylko na 35. urodziny

Siedem nawyków, które hamowały mój rozwój kreatywności

Od liczby poradników, jak się rozwijać aż kręci się w głowie. W dodatku są one dopracowane do ostatniej kropki i kipią od praktycznych porad, które zaadaptowane jako nawyki, gwarantują osiągnięcie poziomu co najmniej trzydziestu centymetrów ponad chodnikami. I bardzo dobrze! Jednak, zanim zacznie się fruwać, można przyjrzeć się swojemu postępowaniu, aby zastanowić się, czy nie trzeba odwrócić się tyłem do niektórych przyzwyczajeń. Dzięki temu postowi poznasz siedem moich grzechów głównych, które hamowały we mnie kreatywny rozwój. Dowiesz się między innymi, dlaczego nie chcę być lepsza od innych albo jaki sens widzę w kolorowaniu białej kartki.

Kolorowe i twórcze marzenia miałam od dziecka, np., żeby zostać projektantką mody. Po drodze – w trzeciej klasie szkoły podstawowej - zafascynował mnie dyplom, który otrzymałam za udział w konkursie matematycznym... Moje imię i nazwisko były wypisane na nim tak pięknie, że zaczęłam naśladować ten styl pisma, od tego czasu nieświadomie rozwijając umiejętności kaligraficzne. Świadomość przyszła dopiero na studiach podyplomowych skierowanych na projektowanie graficzne, gdy na zajęcia z tematu „portfolio” miałam toż stworzyć i pokusiłam się o sklecenie albumu ze zdjęciami ręcznie pisanych przeze mnie słów i tekstów. Dodatkowo zauważyłam, że ze szkoły plakatu najbardziej fascynują mnie te rodzaju typograficznego. Gdy zbieżność tamtych wydarzeń sprawiła, że światło w mej głowie rzuciło promień na słowo „kaligrafia”, jak porażona prądem wskoczyłam w ocean internetu, aby znaleźć cokolwiek związanego z tym słowem. Tak trafiłam na Kaligrafia.info, a następnie do szkoły kaligrafii w Krakowie, gdzie zapisałam się na pierwsze wolne warsztaty, a następnie na cały rok szkolny pisania.

Powyższy wywód ma za zadanie pokazać, że miłość do pewnego rodzaju sztuki i tworzenia dojrzewała we mnie od zawsze, ale jednocześnie potrafiłam w skuteczny sposób w sobie to zwalczać. O tym, jakimi występkami się to objawiało, piszę poniżej w kolejności bardzo przypadkowej, gdyż czyny były powtarzalne i przeplatające się, z tendencją do przypominania o sobie po dziś dzień.

1. Porównywanie się

W szkole nieraz byłam najlepsza, nawet najszybsza, ale co jakiś czas znalazł się ktoś jeszcze lepszy i szybszy. Gdy spadałam z piedestału, otoczenie nie dowierzało, a ja nie potrafiłam się odnaleźć i traciłam motywację. Wiele lat zajęło mi pojmowanie, że porównywanie się z innymi jest po prostu be, złe i niedobre. Stąd droga prowadzi do pychy lub niskiej samooceny, za to równowagę odnajduję w równości i pokorze. Widzę sens w przyglądaniu się własnym postępom i zadawaniu sobie pytań: Gdzie byłam wczoraj? Dokąd zmierzam dzisiaj? Co też nie znaczy, że co dwadzieścia cztery godziny strzałka postępu ma kierować się w górę. Dystans do wyidealizowanych ambicji i odpoczynek pozwala mi wyklarować pomysły, nabrać motywacji, nowej energii i oddechu do dalszych działań.

2. Wielkie projekty zamiast małych ćwiczeń

Tak bardzo chciałam stworzyć coś wspaniałego, że nie miałam czasu na „pierdoły” typu ćwiczenia, projekty na próbę itd. Obok takiego zmyślonego „zadania życia” chodziłam jak koło basenu z zimną wodą po saunie, zastanawiając się, jak wskoczyć żeby poczuć ulgę, ale nie zaznać zimna. Nie miałam wtedy odwagi, aby zacząć i wytrwałości, żeby skończyć. Z czasem zaczęłam doceniać także małe kroki, np. podejmując wyzwania kaligraficzne i nie martwić się tym, że nie będzie to największe i najlepsze dzieło mojego życia.

3. Wyzwania i wyzwania

Podejmowanie np. instagramowych wyzwań ma swój plus w tym, że rozwija, uczy wytrwałości, a także podsuwa temat, gdy nie ma się pomysłu na swoją twórczość. Ja jednak długo nie wytrwałam w takim trybie, bo miałam zbyt wiele własnych pomysłów, a nie miałam na nie czasu. W końcu skapitulowałam i wymyśliłam coś, co sprawia mi ogromną przyjemność, bo łączę ręczne pisanie z „kolekcjonowaniem” wartościowych słów i czytaniem Biblii. Dla mnie ma to duże znaczenie.

Zdjęcie: Joanna Kosinska, Unsplash

4. Szkoda mi tej kredki…

Jako znająca już kaligrafię, kupiłam kiedyś kredkę w kolorze złotym. Mogła się przydać do różnych rzeczy… Ale przede wszystkim była w kolorze, który mi się podoba. Taka ładna kredka, że aż szkoda mi jej było użyć. I bardzo ją oszczędzałam. Jak wiele innych rzeczy kiedyś (melduję, że niektóre pisaki wysychają, ubrania wychodzą z mody, a kosmetyki tracą termin przydatności). Pewnego wieczora, gdy spotkałam się z przyjaciółką, postanowiłyśmy rozmawiać i malować (obie mamy artystyczne dusze i już do tradycji przechodzą spotkania z jeszcze jedną przyjaciółką – Kreatywne Klachy, kiedy rozmawiamy i jednocześnie malujemy, piszemy itd.). Wyciągnęłam wtedy swoją złotą kredkę i zaczęłam nią kolorować białą kartkę. Na koniec została mi jej chyba połowa, a przede mną był jakiś złoty metr kwadratowy. Muszę przypominać sobie tę lekcję zawsze wtedy, gdy chęć ćwiczenia np. kaligrafii jest niweczona przez myśl o oszczędzaniu narzędzi.

5. To nie jest dla mnie

Każdy może tworzyć coś pięknego, tylko nie ja. Każdy może zrobić z tego biznes, tylko nie ja. Każdy gdzieś, ale nie ja. Jakby była bariera pomiędzy mną a resztą świata, który nie zrozumie, że ja też chcę coś zrobić, bo przecież każdy inny od razu robi wszystko lepiej ode mnie. Zmieniło się to, gdy zaczęłam rozumieć, że ja też mogę być szczęśliwa, że też mogę mieć marzenia, że to, co zrobię dziś ja, zaprocentuje dla następnych pokoleń. Bóg nie pokazuje marzeń tylko po to, aby machać nimi przed nosem.

6. Po swojemu

O ile ciągle się przekonuję, że pewne rzeczy warto robić po swojemu i nie trzeba słuchać trendów i sztabu doradców, o tyle pewnych podstaw warto uczyć się od kogoś, kto się naprawdę na tym zna. Na przykład kłóciłam się w głowie z brush letteringiem (jako wyznawca klasyki: kursywy angielskiej), bo nie chciałam go znać ani na niego patrzeć. Jednak po jakimś czasie zrozumiałam, że są ładniejsze i brzydsze tego stylu rodzaje, a ja mogę się uczyć tych, co mi się podobają. Znalazłam odpowiedni alfabet i próbowałam go przyswoić, składać jakieś podstawowe zasady… Ale po co sama? Mój czas też jest cenny, a przyjęcie wiedzy przygotowanej przez kogoś w kursie (np. Poprawna-optymistka.pl) daje mi dużo większą przyjemność, bo robię szybsze postępy i eliminuję możliwość wyrobienia złych nawyków. Czas jest dla mnie ważny, bo nie jest mi dany na próbę.

7. Ja, sama

Izolowałam się, jakby ktoś miał mi coś zabrać albo ja komuś. Jakbym była gorsza od innych pasjonatów kaligrafii, a jednak próbowałam być lepsza (to szczątki porównywania się). Nie rozumiałam do końca dzielenia się wiedzą, inspiracjami, doświadczeniami. Wiem, że w pewnej mierze jest to marketing, ale można znaleźć wiele serc prawdziwie otwartych i pomocnych na tyle, że aż chce się coś od nich kupić. Dojrzałam do tego, aby sama gromadzić jakąś społeczność i dzielić się tym, co uważam za ciekawe (Pięknie Pisane, Kaligrafia - Jak? Kto? Co? Gdzie? Kiedy?), a jednocześnie podziwiać, inspirować się i cieszyć z pomysłów innych. To daje mi o wiele więcej radości i pomaga otworzyć się na rozwój i działanie.

Gdybym dogłębnie przeanalizowała siebie, na pewno znalazłabym wiele innych błędów, ale te siedem praktyk było dla mnie najbardziej blokujących.

Czy identyfikujesz się z którąś z tych rzeczy? Masz już pomysł jak to w sobie zwalczyć, aby rozwijać swoje talenty i mocne strony, czerpiąc z tego jednocześnie radość?

Monika

Komentarze

  1. Bardzo się utożsamiam z Tobą po przeczytaniu tego wpisu - jako osoba wychowywana na ambitną perfekcjonistkę, borykałam się z tymi samymi problemami. Co jeśli ktoś będzie lepszy? Co inni sobie o mnie pomyślą, jak zrobię coś nieszablonowego? Kupiłam wspaniałe markery, ale szkoda mi ich na testowanie i próby. Kupiłam wspaniały kalendarz, ale jak mam go wypełniać, jak zaraz będę musiała kreślić? Perfekcjonizm może zabić najpiękniejsze pomysły i idee - szczególnie, gdy tak jak mówisz, myślimy głównie o górnolotnych projektach, a nie drobnych krokach i małych ćwiczeniach. Ja sporo teraz praktykuję uważności, próbuję dostrzegać zalety codziennych chwil i małych czynności i to dużo zmienia w myśleniu i podejściu do tworzenia, rozwoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zupełnie rozumiem tutaj kwestię perfekcjonizmu i obawy o wychodzenie poza "normalne" ramy i normy. To z markerami i kalendarzem, także znam dobrze... W związku z tym wszystkim życzę przede wszystkim dużo radości z przeżywania tych krótkich chwil i robienia małych rzeczy :) Bo, jak mówią "lepsze zrobione niż doskonałe". Zresztą - proszę spojrzeć na mój blog, jak wygląda obecnie. Surowo mogłabym ocenić, że jest niedopracowany, do końca nieprzemyślany i wstyd pokazywać go światu. Stwierdziłam jednak, że chcę, aby był. I jest - w procesie, tak jak ja. Będzie rósł i się rozwijał razem ze mną i nie będę się przejmować, że inni są dalej i wygląda to lepiej. A ogromną satysfakcję mam chociażby z tego jednego komentarza, kogoś z kim się nie znam, a już rozumiem :)

      Usuń

Publikowanie komentarza