Wypoczynek poza domem i w domu

Przyszedł czas, aby wyjechać i zobaczyć inny kawałek świata. Cieszę się i czekam, jednak już nie wyczekuję niecierpliwie, jak kiedyś. Nie wierzę, że siedem do czternastu noclegów poza domem zrekompensuje mi pracę przez resztę roku. Uczę się nieustannie mieć margines czasu - jeśli nie na odpoczynek, to na niespodziewane działania. 



Kilka lat temu przyśniło mi się, że jadę swoim samochodem. Zrobiłam nim kilkadziesiąt, może kilkaset, tysięcy kilometrów, więc czułam go i wiedziałam jak prowadzić, a jednak... We śnie ciągle uderzałam w płot, nie potrafiłam skręcić ani zahamować, ani ruszyć. Wyjaśnienie sennego widzenia uświadomiło mi, że z moim autem jak z życiem - straciłam nad nim panowanie. Teoretycznie dysponowałam energią, czasem i pieniędzmi, w praktyce potrafiłam wszystko roztrwonić, chcąc na przykład spełnić czyjeś (nieraz wydumane przeze mnie) oczekiwania. Prawie każdy mógł przyjść i wypełnić mój czas, liczyć na moje siły i pomoc ode mnie.

Dlaczego nie było to dobre?

Nie nałożyłam sobie filtra rozsądku i nie zrobiłam marginesu. Gdy nagle coś niespodziewanie wyskoczyło w moim życiu, nie wiedziałam, gdzie to wcisnąć i w rezultacie rezygnowałam z czegoś, co było dla mnie ważne i potrzebne, na rzecz tego, co było ważne dla kogoś innego, kto był dla mnie ważny, a... przecież nie musiałam czuć się za to odpowiedzialna. 

Wykoleiłam się.

Musiałam przerwać robić to, co nie dawało owoców, które by mnie nakarmiły siłą do dalszych działań. Zbieram się do teraz i już czuję się silniejsza, ale ciągle ostrożnie (może zbyt?) podchodzę do wielu spraw. Ciągle pytam siebie: czy to moja odpowiedzialność? Czy nie rezygnuję przez to z czegoś ważnego i potrzebnego dla mnie? Czy nie wpadnę znowu w wir, niezdrowo zapominając o sobie?

Najtrudniejsze są myśli i słowa: Dlaczego siedzisz w domu? Czemu nie... ? Powinnaś... Staczam swoje małe walki, mówiąc: mam prawo, nie jestem tego komuś winna, tym może zająć się inny dorosły człowiek.

Teraz wypoczynek ma dla mnie o wiele szersze znaczenie niż "leżeć i nic nie robić", choć tym też nie pogardzę. Wypoczęta mogę być częściej, jeżeli:
  • w zrównoważony sposób korzystam ze swoich zasobów - czasu, energii, pieniędzy,
  • robię coś, co mnie interesuje i rozwija (tak, kaligrafia),
  • rozładowuję napięcie i wzmacniam się fizycznie (np. ćwiczenia, taniec),
  • napełniam się radością i dobrymi myślami (modlitwa, czytanie).
Podzielę się taką myślą: jeśli przez jeden dzień w tygodniu porzucimy pranie, odkurzacz, myślenie o pracy zawodowej i damy przestrzeń umysłowi, aby napełnił się wdzięcznością - nikomu to nie zaszkodzi. 

Jestem w błędzie? Chcesz coś dodać albo podzielić się swoją historią? Napisz w komentarzu lub wyślij wiadomość.


Monika

Komentarze