Omawianie lektur "na raty" - cel i korzyści

Po raz kolejny poruszam temat lektur, gdyż uważam go za dosyć dręczący - szkołom zarzuca się, że zniechęciły całe rzesze ludzi do czytania. Jako nauczycielka, zastanawiałam się, jak sprawić, aby ta konieczność omówienia kilku książek nie kojarzyła się z traumą, ale okresem, gdy można było poszerzyć horyzonty i nauczyć się czegoś o sobie samym. 


Photo by Olia Gozha on Unsplash

W poprzednim wpisie "Jak zachęcić uczniów do czytania?" zaproponowałam Kartę pracy z lekturą oraz opis wrażeń (bazujący na recenzji) jako wstęp do podjęcia tematu książki. Tym razem zachęcam do omawiania lektur "na raty", co nie oznacza nic innego, jak:


  1. Podzielenie treści na kilka głównych części.
  2. Wyznaczenie terminu omawiania każdej z nich.


Inaczej nazwałabym to podzieleniem czytania książki na etapy. Sama należałam do uczniów, którzy zapominali wydarzenia, mieszali imiona bohaterów, co jeszcze jakiś czas temu wiązało się z niższą samooceną. Dzisiaj jednak już nie wyrzucam sobie tego, że muszę coś omówić na świeżo, inaczej mnogość spraw życia codziennego i zawodowego może sprawić, że w pamięci pozostaną mi tylko ogólne wrażenia z przeczytanej książki, ale nie odtworzę chronologii wydarzeń i nawet z trudem opiszę jakiś kluczowy moment. Każdy funkcjonuje inaczej.

Uznałam, że jeśli zależy mi, aby uczniowie - głównie najmłodszych klas:
  • nie czuli się przytłoczeni pierwszymi dłuższymi książkami (dzielonymi na rozdziały),
  • byli w stanie przytoczyć coś z treści i opowiedzieć o swoich wrażeniach,
  • czuli się zachęceni do przeczytania kolejnych rozdziałów -
podzielę czytanie na części. Wiem, ktoś może stwierdzić, że wprowadzi się chaos. Uspokajam, bo fragmenty nie muszą być duże, a odstępy czasowe - długie. Poza tym, każdy rozdział można traktować jako nowy odcinek przygód, nie trzeba zawsze wracać do poprzednich wydarzeń: wystarczy, że znani są bohaterowie i na ogół ich rzeczywistość. Ponadto, treść przeczytanej "raty" książki nie musi być jedynym tematem, ale równie może posłużyć jako materiał do wprowadzenia formy wypowiedzi, zasad ortograficznych, powtórzenia części mowy itd.

W związku ze swoją propozycją, udostępniam przykładową kartę pracy i listę pytań - do pobrania i drukowania:



Myślę, że takie podejście dodatkowo jest pomocą w uczeniu się i kształtowaniu postawy wobec wykonywania większych zadań - jeśli coś wydaje się zbyt duże, trzeba to podzielić na kilka mniejszych kawałków i od razu wszystko jest prostsze.

Nie wykluczyłabym też wspólnego czytania niektórych fragmentów na lekcji: głównie na głos przez nauczyciela. Wtedy uczniom można zadać pytanie, następnie przeczytać część, w której znajduje się odpowiedź i czekać na wypowiedzi uczniów. Mogłoby to być szczególnie pomocne w pierwszych zmaganiach dzieci z lekturami.

Pod koniec chciałabym zaznaczyć, że moje wnioski i obserwacje wynikają z pracy w środowisku polonijnym. Dla moich uczniów jedną z barier był język, nie zawsze zrozumiały, a także środowisko - żyjąc w obcojęzycznym kraju, czytanie książek po polsku nie było dla nich w stu procentach naturalne.


Co myślisz o takim podejściu do omawiania lektur z najmłodszymi uczniami?


Monika

Komentarze